Bezglutenowa tarta budyniowa na kruchym kokosowym spodzie.

bez-glutenu

Nieskromnie powiem, że to jest baaardzo udana tarta :) Kruchy spód o delikatnym, ledwo wyczuwalnym posmaku kokosa (dzięki niewielkiemu tylko dodatkowi nierafinowanego oleju kokosowego) i dwa rodzaje budyniu: waniliowy i czekoladowy z nutą rumu. Zasmakuje chyba każdemu, a przy tym jest prosta i szybka w wykonaniu. No i fakt jest taki, że kawałek to tylko 132 kcal i 3,3 g tłuszczu.

IMG_1445 obrobione

Przepis:

Ciasto (tortownica 22 cm):

– 90 g zmielonych płatków owsianych (jeśli chcemy uzyskać intensywniej kokosowy smak można użyć zamiast części płatków mąki kokosowej lub wiórków kokosowych)

– 2 czubate łyżeczki oleju kokosowego nierafinowanego * (ma stałą konsystencję)

– pół łyżeczki proszku do pieczenia

– pół łyżeczki ekstraktu stewii

– 3 łyżeczki erytrytolu

– garść otrąb żytnich

– 1 białko jajka

– 2 łyżeczki mleka w proszku

– ekstrakt waniliowy

– ewentualnie trochę mleka jeśli masa byłaby zbyt sucha do zlepienia

Masa budyniowa:

– pół litra chudego mleka

– czubata łyżka kakao (lub karobu)

– 2 łyżki skrobi ziemniaczanej

–  pół laski wanilii

– odrobina rumu (około 15-20 ml)

– 3 łyżki erytrytolu (fajnego posmaku doda też tutaj cukier brązowy nierafinowany)

Wykonanie:

Wszystkie składniki, oprócz mleka, zagniatamy ze sobą (olej kokosowy należy wcześniej rozpuścić i ostudzić). W razie potrzeby dodajemy odrobinę mleka, ale nie za dużo, tylko do zlepienia masy. Odstawiamy ciasto do lodówki na pół godziny. Pieczemy w 180 stopniach około 20-25 min (w zależności od piekarnika, ale ciasto ma się ładnie zrumienić i całkowicie upiec, a nie tylko zapiec). Studzimy na kratce.

Mleko, erytrytol i  skrobię dzielimy na połowę i przyrządzamy oddzielnie dwa budynie. Do jednego dodajemy kakao i rum, do drugiego ziarenka z połowy laski wanilii. Gorące budynie wylewamy na przemian na wystudzony spód tarty, tworząc ‚łaciaty’ wzór. Przed podaniem mocno schładzamy w lodówce przez kilka godzin.

IMG_1429 obrobione

IMG_1443 obrobione

* Olej kokosowy nierafinowany, tłoczony na zimno. Moje ostatnie kulinarne odkrycie. Inaczej nazywany masłem kokosowym, ponieważ w temperaturze poniżej 25 stopni Celsjusza ma postać stałą i białą barwę. Oleje kokosowe dzielimy na rafinowane (bielszy, o neutralnym zapachu) i nierafinowane, tłoczone na zimno, o delikatnym zapachu kokosa, po rozpuszczeniu nabierający żółtawego koloru. Zdrowszy, czyli bogatszy w  składniki odżywcze jest oczywiście olej nierafinowany, za czym idzie też jego niemal dwukrotnie wyższa cena. Ale moim zdaniem z pewnością warto zainwestować w ten produkt. Bo chociaż jego głównym składnikiem są nasycone kawasy tłuszczowe, czyli wydawać by się mogło ‚te złe’, to są to kwasy średniołańcuchowe, czyli takie które stanowią źródło energii a jednocześnie pobudzają metabolizm. Zawiera też  witaminy (E, B, C), minerały (wapń, żelazo, magnez, fosfor, potas, sód, cynk) i aminokwasy. Ma bardzo wysoką temperaturę spalania, co w praktyce pozwala smażyć i piec na nim bez przypalania, a także odznacza się wysoka trwałością (można przechowywać go nawet do roku). Nadaje potrawom delikatny kokosowy posmak, który ja osobiście uwielbiam w daniach orientalnych i oczywiście w wypiekach. Jest bezglutenowy i hipoalergiczny, czyli idealny dla wegetarian. Kaloryczność: 900 kcal /100 g. Oprócz zastosowań w kuchni jest wykorzystywany w przemyśle kosmetycznym i farmaceutycznym, co może już pominę :)

Nie ma co przesadzać z popadaniem w zachwyt nad tym produktem, bo z pewnością nie jest to najzdrowszy czy najwartościowszy olej. Chociaż entuzjastyczne określenia palmy kokosowej przez rdzennych mieszkańców wysp tropikalnych („drzewo dostarczające wszystkiego, co potrzebne do życia’, ‚drzewo tysiąca zastosowań’, ‚drzewo życia’, lekarstwo na wszelkie choroby) mogłyby sugerować coś innego . Ja lubię go używać do pieczenia ze względu na jego smak oraz aromat (już niewielka ilość da się wyczuć w cieście, pozwalając tym samym użyć go mniej w stosunku do innego tłuszczu).

A tak z ciekawości: skąd pochodzi olej kokosowy? Stamtąd, skąd palmy kokosowe :) Czyli głównie z Filipin, Indonezji, Indii, Malezji i Sri Lanki, gdzie obecnie uprawia się ich najwięcej. A przywędrowała najprawdopodobniej z Polinezji. Nazwa ‚kokos’ podobno wzięła się od hiszpańskiego ‚coco’ – duch, widmo, przypuszczalnie przez niepokojąco wyglądające dla ówczesnych mieszkańców trzy zagłębienia kiełkowe na spodzie orzecha :)

Źródło: http://www.yaacool-eko.pl/index.php?article=3010

IMG_1477 obrobione

Tarta jest: bezglutenowa, bez cukru, o małej zawartości tłuszczu.

Smacznego :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>